Podmokła działka. Problem czy początek ciekawego ogrodu?
Ostatnie lata zdominował temat suszy i problemów z nią związanych. I słusznie – bo susza to gigantyczne wyzwanie. Niemniej obok terenów wysychających mamy też inne, równie interesujące siedliska: obszary podmokłe, o zmiennej wilgotności.
Podmokła działka rzadko budzi entuzjazm. Woda stoi po deszczu, ziemia jest ciężka, wiosną w niektórych miejscach trudno wejść bez kaloszy. Pierwsza reakcja właścicieli jest zwykle bardzo podobna – coś z tym trzeba zrobić. Drenaż, podsypywanie ziemi, wyrównywanie terenu. Krótko mówiąc: osuszyć i doprowadzić do porządku. A to często jest ogromny błąd.
Pierwsza zasada ogrodnictwa jest dość prosta – dostosuj ogród i rośliny do warunków, a nie twórz warunki pod rośliny. Bo prawda jest taka, że wilgotna działka wcale nie musi być problemem. Czasem to po prostu inne siedlisko. A siedlisko – zamiast z nim walczyć – można spróbować wykorzystać.
Ogród, który trochę żyje własnym życiem
Od pewnego czasu chodzi mi po głowie takie określenie jak ogród sukcesyjny. Nie jest to oczywiście żadna oficjalna definicja – raczej robocza myśl, próba nazwania pewnego zjawiska. Używam tu słowa sukcesja trochę umownie. Nie chodzi oczywiście o klasyczną sukcesję ekologiczną prowadzącą od roślin pionierskich do zupełnie innego typu zbiorowiska. Bardziej o zmienność dominacji gatunków w obrębie jednego ogrodu – taką sytuację, w której w zależności od przebiegu sezonu jedne rośliny stają się bardziej widoczne, a inne na jakiś czas schodzą na drugi plan. Chodzi o ogród, który po kilku latach zaczyna funkcjonować trochę jak niewielki ekosystem. Rośliny sadzone są dość gęsto, struktura nasadzeń jest bogata, gatunków sporo. Z czasem między nimi tworzą się różne zależności – jedne się wspierają, inne konkurują o światło i miejsce. I w zależności od tego, jaki jest dany sezon, jedne rośliny zaczynają dominować, a inne schodzą na drugi plan.
Warto przy tym podkreślić jedną rzecz – mówimy tu raczej o siedlisku zmiennowilgotnym, a nie typowo bagiennym czy stale zalewanym. W takich miejscach gleba bywa okresowo bardzo wilgotna, czasem nawet na krótko zalewana, ale w innych momentach sezonu potrafi też wyraźnie przesychać.
W latach bardziej mokrych mocniej zaznaczają się gatunki lubiące wilgoć – wiązówki, tawułki, sadźce, rutewek, arcydzięgle, ostrożenie czy trzęślice. Kiedy sezon jest suchszy, do głosu mogą dochodzić rośliny lepiej radzące sobie z okresowym niedoborem wody.
Zresztą sama trzęślica odnajduje się tu znakomicie – zauważyłem, że świetnie znosi okresy suszy, zwłaszcza większe odmiany jak ‘Sky Racer’, ‘Cordoba’ czy ‘Karl Foerster’. Dobrze radzą sobie także śmiałki darniowe, prosa rózgowate, bodziszki łąkowe czy krwiściągi lekarskie. Te ostatnie, kiedy są już dobrze rozrośnięte, potrafią zaskakująco dobrze znosić okresowe przesuszenie gleby.
Bardzo lubię też w takich nasadzeniach wierzby purpurowe w odmianie ‘Nana’. To świetna roślina tła i dobry wypełniacz przestrzeni. Do tego pięknie nawiązuje do zadrzewień śródpolnych, więc do ogrodu od razu wchodzi pewien element krajobrazu.
Z bardziej preriowych akcentów dobrze sprawdzają się przetacznikowce, dzielżany, werbeny, rożniki czy wernonie. W takim ogrodzie można w dużej mierze opierać się na gatunkach rodzimych lub takich, które dobrze odnajdują się w podobnych warunkach siedliskowych – one po prostu najlepiej „rozumieją” takie miejsca.
Ważne jest też to, że wiele z tych roślin wcale nie znika z ogrodu w trudniejszych momentach sezonu. Kiedy warunki stają się mniej sprzyjające, po prostu na jakiś czas schodzą na drugi plan. Czekają na moment, kiedy wilgotność gleby czy przebieg pogody znów zacznie im bardziej odpowiadać.
I właśnie to czyni go tak ciekawym – bo każdy sezon wygląda trochę inaczej. Nie jest już układem całkowicie statycznym, w którym wszystko musi wyglądać tak samo każdego roku. I szczerze mówiąc – jest w tym coś bardzo ciekawego.
Wilgotne siedlisko to ogromny potencjał
Podmokłe gleby mają jedną ogromną zaletę – są zwykle bardzo żyzne. Rośliny rosną w nich bujnie, szybko budują dużą masę zieleni i łatwiej tworzą zwartą strukturę nasadzeń. A właśnie taka gęsta, wielowarstwowa struktura jest jednym z kluczowych elementów ogrodów inspirowanych naturalnymi siedliskami.
W takich miejscach świetnie sprawdzają się rośliny kojarzone z wilgotnymi łąkami czy obrzeżami wód: krwawnice, sadźce, wiązówki, różne gatunki turzyc czy irysy syberyjskie. Do tego – jak już wspomniałem – ogromne możliwości dają rośliny preriowe, szczególnie z wysokiej, wilgotnej prerii (Tallgrass prairie). Mało tego – wbrew pozorom niektóre rośliny cebulowe świetnie znoszą okresowe zalewanie. Choćby nasze rodzime szachownice kostkowate, a nawet śnieżyce i przebiśniegi czy tulipany dzikie. Do tego narcyz trąbkowy i imponujące północnoamerykańskie kamasje leichtlinii. Lista jest zresztą bardzo długa. Oczywiście nie ma jednego uniwersalnego zestawu roślin, który sprawdzi się w każdym takim ogrodzie.
Z takich roślin można zbudować ogród niezwykle bujny – pełen wysokich bylin i traw, które w środku lata tworzą gęsty, falujący łan. Trochę jak fragment naturalnej łąki, tylko lekko podkręcony.
W takich ogrodach świetnie sprawdzają się też proste drewniane elementy. Czasem wystarczy kilka ścieżek poprowadzonych przez taką roślinność. Świetnie wyglądają proste drewniane chodniki. Nagle okazuje się, że wchodzimy w zupełnie inny świat niż typowy przydomowy ogród z równym trawnikiem.
Mała dygresja o wodzie
Mokradła, bagna czy śródpolne stawy to dziś ogromna wartość – zarówno dla przyrody, jak i dla nas. Niestety tego typu siedliska znikają w zastraszającym tempie. Bagna, młaki czy rozlewiska to gigantyczne rezerwuary wody.
Wyobraźcie sobie, że w Polsce jest około 316 000 kilometrów rowów melioracyjnych – prawie trzy razy więcej niż wynosi długość wszystkich rzek. Obwód Ziemi to dla porównania około 40 000 kilometrów. Gdyby więc ułożyć polskie rowy jeden za drugim, oplotłyby równik osiem razy.
Tracimy wodę na potęgę.
Melioracja była w wielu miejscach potrzebna, zwłaszcza tam, gdzie chodziło o bezpieczeństwo ludzi i terenów zabudowanych. Problem polega na tym, że ogromne obszary zostały odwodnione zupełnie bez potrzeby.
Osuszanie torfowisk czy bagien oznacza nie tylko utratę wody w krajobrazie, ale też uwalnianie ogromnych ilości dwutlenku węgla. A przecież Polska i tak należy do krajów o bardzo małych zasobach wodnych.
Dlatego tak ważne jest, żeby coraz świadomiej myśleć o retencji. I o zachowywaniu miejsc, które wodę zatrzymują.
Podmokła działka – choć bywa trudna w zagospodarowaniu – może być małym fragmentem takiego wodnego krajobrazu.
Ogród, który dojrzewa
Oczywiście taki ogród nie powstaje w jeden sezon. Żeby struktura roślin była stabilna i odporna na zmiany warunków, potrzebny jest czas. Rośliny muszą się rozrosnąć i „ułożyć” między sobą. Dopiero wtedy zaczyna powstawać coś w rodzaju ogrodowego ekosystemu. Zostawienie młodego ogrodu zupełnie bez opieki mogłoby skończyć się chaosem – pojawieniem się ekspansywnych gatunków albo stopniowym zanikiem części nasadzeń. Ale w ogrodzie dojrzałym sytuacja wygląda już inaczej.
Po początkowej pielęgnacji i utrzymaniu ogrodu w pewnych ramach można pozwolić mu na trochę więcej swobody. Myślę, że od założenia do takiego momentu powinno minąć przynajmniej trzy–cztery lata. Z czasem ogród zaczyna regulować się sam. Reaguje na pogodę, na wilgotność gleby, na zmiany sezonowe. Ważne jest tylko to, żeby na początku wprowadzić odpowiednio dużą pulę gatunków – takich, które będą mogły się wzajemnie zastępować, dominować, czasem znikać na jakiś czas, ale bez tendencji do agresywnej ekspansji.
Być może właśnie w tym kierunku będą zmierzać ogrody przyszłości – nie w stronę coraz większej kontroli nad każdym centymetrem rabaty, ale raczej w stronę założeń, które potrafią funkcjonować bardziej naturalnie.
Na koniec zaznaczę tylko jedno. To są raczej moje obserwacje i przemyślenia niż gotowa teoria projektowania. Ogród to żywy organizm i w każdym miejscu może zachowywać się trochę inaczej. Al im dłużej przyglądam się ogrodom – szczególnie tym inspirowanym naturalnymi siedliskami – tym częściej mam wrażenie, że czasem warto zrobić jedną rzecz: trochę mniej ingerować i pozwolić roślinom pokazać, jak same potrafią sobie radzić. W końcu robią to już od kilku milionów lat.
Autor tekstu: MICHAŁ WOJDYŁO – z zawodu architekt krajobrazu - https://michalwojdylo.pl/, z zamiłowania ogrodnik i przyrodnik. Skupiam się w pełni na ogrodach naturalnych, preriowych, bujnych, zmiennych i bioróżnorodnych.