Nie wszystko dobre, co się świeci

Ponad 80 proc. ludzi na świecie żyje obecnie na obszarach zanieczyszczonych światłem. W przypadku Europy Zachodniej i USA ten wskaźnik jest jeszcze wyższy. I choć wiele osób wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy,  ten fakt wpływa w ogromnie niekorzystny sposób zarówno na rośliny i zwierzęta, jak i na nas samych

Drozd śpiewak, jak sama nazwa wskazuje, jest jednym z najpiękniej śpiewających ptaków w naszych ogrodach, parkach i lasach. Cechą charakterystyczną jego pieśni jest powtarzanie każdej muzycznej frazy od dwóch do czterech razy. Warto mieć również na uwadze, że w stosunku do swojej masy (od 50 do 107 gramów) drozd ma jeden z najgłośniejszych śpiewów w ptasim świecie. Pojedynczy samiec może mieć w swoim repertuarze nawet powyżej 100 różnych zwrotów. Ich trele zaczynają się tuż przed zachodem słońca, ale najbardziej intensywnie śpiewają wcześnie rano, często jeszcze przed świtem. I tu dochodzimy do poruszanego przeze mnie problemu. Choć w naszym ogrodzie nie ma w nocy żadnego sztucznego światła, to ostatnimi czasy zdarzało się, że śpiew drozda nie ustawał niemal na moment. Dlaczego tak się dzieje? Główną przyczynę stanowi tu wspomniane zanieczyszczenie światłem.

 Łuna bijąca od świateł po zmroku w mojej miejscowości. Dzięki dużym przymrozkom i brakowi chmur w tym roku i tak mogliśmy obserwować znacznie więcej gwiazd gołym okiem

Era oświetlenia elektrycznego, która zaczęła się pod koniec XIX wieku, pozwoliła ludziom przedłużyć dzień za pomocą jednego pstryknięcia. To była prawdziwa rewolucja pod każdym względem, ale jak każda rewolucja nie obyła się bez ofiar. Co gorsza, tych ostatnich przybywa w zastraszającym tempie. Światło emitowane przez drapacze chmur, biurowce, lampy uliczne i nasze domy oświetla bowiem nie tylko te obszary, które są niezbędne, ale rozchodzi się dużo dalej, sięgając nawet 250 km w przypadku naprawdę dużych miast. A to z kolei powoduje ogromne zaburzenia w naturalnym środowisku roślin i zwierząt.

Szacuje się, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych rocznie ginie od 100 mln do 1 mld ptaków, które zderzają się z budynkami oświetlonymi sztucznym światłem. Zaburzeniom ulegają również zdolności nawigacyjne ptaków w trakcie migracji, w efekcie czego zaczynają one sezon lęgowy lub zimują nie w tych miejscach, w których powinny. A to z kolei może wpływać negatywnie na rośliny, które są przez nie zapylane lub wykorzystują ptaki do rozsiewania nasion, czyli własnej reprodukcji.

Sztuczne światło często wskazywane jest także jako jeden z głównych czynników odpowiedzialnych za „apokalipsę owadów”. Na podstawie przeglądu systematycznego 229 różnych badań (1) wiemy, że ok. 1/3 owadów zwabionych sztucznych światłem nie przeżywa danej nocy, ginąc wskutek ataku czyhających na nie drapieżników, wyczerpania lub po prostu z głodu. Ponadto niektóre gatunki owadów (jak np. świetliki) polegają na bioluminescencji w procesie przyciągania partnera – jak zatem nietrudno się domyślić, sztuczne światło może skutecznie zmylić samce.

Czasem ten problem powoduje również skutki pośrednie, jak choćby w przypadku pszczół. Z uwagi na ich dzienny tryb życia teoretycznie zanieczyszczenie światłem nie powinno mieć na nie żadnego wpływu. Problem w tym, że rośliny, do których przylatuje coraz mniej zapylaczy nocnych (zwabionych źródłami sztucznego światła), zaczynają ograniczać produkcję pyłku również w dzień, a to już ma kolosalne znaczenie dla wspomnianych pszczół.

Jeszcze gorzej zaczyna wyglądać sytuacja w świecie roślin. W przypadku drzew nadmierna ilość światła powoduje, że ich cykl, zarówno sezonowy, jak i dobowy, a także współzależność od owadów, są coraz bardziej zaburzone. Rośliny posiadają 13 fotoreceptorów (a przynajmniej tyle dotąd odkryliśmy), które pozwalają im określać długość dnia. Dzięki temu wiedzą, kiedy mają zakwitnąć, a w przypadku roślin liściastych – kiedy mają zrzucić liście na zimę. Zbyt duża ilość światła intensyfikuje proces fotosyntezy, a to z kolei może prowadzić do nadmiernego zestresowania i osłabienia rośliny. 

W połączeniu z coraz cieplejszymi zimami i coraz dłuższymi okresami letnimi (z wysokimi temperaturami i długotrwałą suszą) skutkuje to bardzo poważnym rozregulowaniem rytmu życia drzew. Już w 2016 r. przeprowadzono w Wielkiej Brytanii badanie (2), w którym analizowano termin pękania pąków w ciągu poprzednich 13 lat. Wynikało z niego, że w tych miejscach, które w wyniku zanieczyszczenia światłem były znacznie jaśniejsze w nocy, proces ten odbywał się do 7,5 dnia wcześniej niż na terenach nie dotkniętych tym zjawiskiem. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że gdyby tę samą analizę przeprowadzić dziś, wyniki byłyby jeszcze o wiele bardziej zatrważające. Zwłaszcza, że szacuje się, że zanieczyszczenie światłem rośnie w tempie 2 proc. rocznie.

Widok nocnego nieba nad Częstochową, marzec, kilka godzin po zachodzie słońca. 200-tysięczne miasto, bez dużych zakładów przemysłowych i wysokich biurowców, a mimo to nocne niebo jest bardzo jasne

Niewątpliwie pozytywną wiadomością jest fakt, że w odróżnieniu od wielu innych poważnych problemów klimatycznych, z jakimi borykamy się na co dzień, tu rozwiązanie może być bardzo proste i w zasadzie natychmiastowe – wystarczy bowiem pstryknąć klawiszem i wyłączyć światło. Oczywiście nie wszędzie da się to zrobić, ale już we własnym domu i ogrodzie, jak najbardziej. Jakie zatem mamy możliwości?

  • Stosujmy oświetlenie LED-owe, zamiast tradycyjnych żarówek, dzięki czemu zaoszczędzimy także energię i w ten sposób dodatkowo przysłużymy się środowisku. Pamiętajmy tylko, by wybierać żarówki emitujące cieplejsze światło, z niższą ilością Kelwinów (nie więcej niż 3000 K).

  • Zasłaniajmy żaluzje i zasłony, żeby ograniczać ilość światła wydostającą się z wnętrza budynku na zewnątrz.

  • Nie oświetlajmy dużych obszarów ogrodu (rabat, drzew, elewacji domu, całego podjazdu), zamiast tego montujmy oświetlenie punktowo, np. przy drzwiach wejściowych.

  • Stosujmy czujniki ruchu i wyłączniki czasowe. 2 minuty na pewno wystarczą, żeby spokojnie otworzyć drzwi i wejść do domu. Nie ma potrzeby oświetlać takiego miejsca godzinami.

Na koniec jeszcze jedna ważna kwestia. Myślę, że akurat Czytelników tego bloga nie trzeba w ogóle przekonywać o niekorzystnym wpływie zanieczyszczenia światłem na przyrodę, ale jeśli ktoś, mimo wszystko, wciąż miałby jakieś obiekcje, to pamiętajmy, że nadmiar sztucznego światła źle wpływa także na nas samych. Zaburza poziom melatoniny w organizmie, rozregulowuje nasz naturalny rytm dobowy, ale również może przyczyniać się do takich chorób jak cukrzyca, zaburzenia nastroju czy różne odmiany nowotworów. To tym poważniejszy problem, że Polska jest obecnie jednym z państw, w których zanieczyszczenie światłem rośnie najszybciej w Europie. Nawet 20 proc. ludności żyje w miejscach, gdzie nocne niebo jest tak jasne, że ludzkie oko pozostaje przez całą dobę w dziennym trybie widzenia. (3) I tak dla jasności, nie chodzi mi tu oczywiście o to, żeby na włącznikach światła umieszczone były napisy „Nadmiar światła szkodzi zdrowiu”, ale warto podejść do tej kwestii z należytym rozsądkiem.

– A co z drozdem? – możecie zapytać, Szanowni Czytelnicy. Otóż spieszę donieść, że chwilowo ograniczył swoją całonocną aktywność, ale obawiam się, że ma to raczej związek z powracającymi ostatnio przymrozkami…


Autor tekstu i zdjęć: BARTOSZ MSZYCA – przez wiele był dziennikarzem ekonomicznym (m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Parkiecie” i „Bloomberg Businessweek”). Ogrodnictwem w różnym stopniu zajmował się w zasadzie od dziecka; od kiedy pamięta, uwielbiał również przebywać na łonie natury. Od kilku lat rozwija swój dziki ogród pod Warszawą. Miłośnik łąk i roślin odpornych na trudne warunki glebowe i klimatyczne. Zachęca wszystkich, żeby tworzyli ogrody przyjazne dla dzikich stworzeń. Swoją wiedzę stara się przekazywać m. in. za pośrednictwem konta na Instagramie (bartosz_mszyca). Studiuje podyplomowo Ochronę Środowiska na Uniwersytecie Warszawskim.



Next
Next

Ogród, który ma działać. O podejściu Kelly’ego D. Norrisa i projektowaniu skarp